czerw.5

Oj, matka, matka...

dodano: 5 czerwca 2010 przez zebrrra


   Kolejny słoneczny dzień. Pojechaliśmy na działkę, zawieźć resztę wakacyjnego ekwipunku, który zagracał nam mieszkanie. Pola słodko bawiła się w piaskownicy, potem popluskała w basenie, pobiegała po trawce i powylewała wodę z konewek, którymi miałam podlewać miętę. Machnęłam ręką i zabrałam się za szukanie czterolistnej koniczynki. Każdego roku znajduję ich kilka i jakoś tak tkwi we mnie wiara, że przynoszą szczęście. Uparłam się, że i tym razem MUSZĘ znaleźć taka koniczynkę. Zajęłam się grzebaniem w trawie i tylko jednym okiem zerkałam na małą, która co jakiś czas wskakiwała mi na plecy, zaczepiała i ściagała okulary z mojego nosa :) W pewnej chwili usłyszałam płacz Poli. Właściwie nie był to płacz, a raczej dziwne marudzenie. Spojrzałam na jej nózkę i rączkę i mało nie zemdlałam. Zobaczyłam wszędzie jakies bąble, które z każdą chwilą zlewały się w jeden czerwony ślad. Przeżyłam szok! Pierwsza myśl- poparzenie słoneczne. "Boże, przecież ją nasmarowałam! Ale pewnie za słabo albo może zły filtr, a może po prostu ten krem jest do d..."- myślałam z przerażeniem. Polka była zaskoczona moją szybką reakcją. Wzięłam ją na ręce i pobiegłam do męża, który rozpalał grilla. Przez te kilkanaście metrów myślałam o pantenolu: "Mam czy nie mam?!", zimnej wodzie, szpitalu i w ogóle to sama już nie wiem, o czym myślałam. Mąż przestraszył się na mój widok. Pokazałam mu szybko nóżkę i rączkę Poli, a on spojrzał tylko i zapytał: "Wpadła w pokrzywy?". Obejrzałam się za siebie- miejsce, w którym bawiła się mała było calusieńkie w pokrzywach. Pola posłała mi uśmiech pt. "Oj, matka, co ja z tobą mam". Jeszcze prze kilka minut dochodziłam do siebie i sprawdzałam kilkakrotnie czy na pewno to były pokrzywowe bąble. No były. Na szczęście. Odetchnęłam z ulga i zabrałam się za koszenie trawy, bo to był chyba znak, że najwyższy czas coś z tymi chwastami zrobić. Pola w tym czasie pomagała tatusiowi myć samochód. Ślicznie polerowała szmatką światła i polewała w miejscach, które pokazywał jej tata. 

   Co do koniczynki- znalazłam. Zasuszę ją i wkleję Poli do albumu wspomnień. Jest tam już koniczynka z zeszłego roku więc szczęście powinno być podwójne :)




Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Wasze komentarze

zgłoś
gonrad 6 czerwca 2010 gonrad napisała:

Jakoś tak od razu pomyślałam o pokrzywach... ale fajna przygoda, fajny rodzinny dzień i ta koniczynka :). Niech Wam się szczęści :).


zgłoś
zebrrra 6 czerwca 2010 zebrrra napisała:

Dziękuję. Czyli wychodzi na to, że tylko ja taką panikarą jestem :) W życiu nie widziałam poparzenia słonecznego, a o istnieniu pokrzyw zupełnia zapomniałam i pewnie dlatego tak spanikowałam :)


Pokaż pozostałe komentarze 5 ›
zgłoś
whisper2 7 czerwca 2010 whisper2 napisała:

muszę się przyznać, że ja tez co roku rozglądam się za czterolistną koniczynką:) nawet nie wiem, czy do końca wierzę w jej szczęście, ale zawsze kiedy ją znajdę to się uśmiecham:)


zgłoś
ilapop 7 czerwca 2010 ilapop napisała:

mały jak dotknie pokrzywy to zaraz pisk trze...