kwie.11

Samotny seans

dodano: 11 kwietnia 2011 przez zebrrra


   Wczoraj Pola po raz pierwszy została na cały dzień bez mamy i taty. Zawiozłam ją do mojej mamy, bo sama miałam zajęcia, a reszta była zbyt zabiegana. Polcia bawiła się świetnie, nie tęskniła, ale nieźle wymęczyła babcię :) To chyba już kwestia kondycji, której babci zaczyna brakować :) Ostatecznie byłam tak zmęczona, że zostałam na noc u mamy. Polcia zasnęła ok. 19.30 więc śmiało wyskoczyłam jeszcze na zakupy (oczywiście nie kupiłam nic poza 4 spinkami dla Poli). Przechodziłam obok kina więc zajrzałam przy okazji na film "Sala samobójców". Podzielam zdanie tych, którym się podobało. Film "na czasie", bo porusza aktualne problemy młodych ludzi. Przy okazji świetne ukazanie wirtualnego świata i rewelacyjna muzyka. Ale ja właściwie nie o tym chciałam pisać. Chodzi raczej o fakt, że ludzie dziwią się, gdy ktoś idzie samotnie do kina. Wśród tych wszystkich par objadających się popcornem, miałam wrażenie, że bardzo mi współczują :) Cześć z nich zapewne współczuła mi, że "ktoś wystawił mnie do wiatru", a inni zapewne ubolewali nad "moją samotnością". Taki przywilej małych miast- do kina chodzimy zawsze parami. Nie do końca to rozumiem, bo przecież w kinie ogląda się filmy, a nie rozmawia, poznaje drugą osobę itp. Owszem, niektórzy tak właśnie zaczynają randkę, ale przecież kino to kino i idzie sie tam w wiadomym celu. Moją tezę z "dziwacznym samotnym seansem" potwierdzili moi znajomi, którzy na wieśc o mojej wizycie w kinie, zrobili wielkie oczy, krzycząc: "Sama?!!". Tak, byłam sama i świetnie sie bawiłam. Nawet nie potrzebowałam popcornu :) Boję się mysleć, co by było, gdybym pewnego dnia zapragnęła wypić samotnego drinka przy barze w jakiejś knajpie... Oj, nie będę ryzykować ;) Kino przyzwyczaiło mnie do tego, że jestem ja i biały ekran. Podczas studiów często oglądałam filmy sama, choć znajomych nigdy nie brakowało. Czasem tylko podłączał się ktoś, kto też zapragnął obejrzeć ten sam film, ale był to zwykły przypadek. Chyba jakos inaczej postrzegam moją filmową pasję. Nie chodzę do kina, by zabić czas, ale w konkretnym celu- obejrzeć film, który mnie intryguje. Chłopak, który siedział przede mną nie miał chyba żadnego celu poza pokazaniem swoich bielusieńkich (zapewne nowych) adidasów, które wyłożył na siedzeniu z przeciwka. Nudził się chyba, bo nawet zdążył pogadać przez telefon. Koniec filmu skomentował: "No i dobrze się stało", wychodzą z sali jeszcze zanim zapalono światło. Eh, młodzież... 




Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Wasze komentarze

zgłoś
kathiee 13 kwietnia 2011 kathiee napisała:

Czytając Twój wpisa, czułam jakbyś czutała w moich myślach.
Miesiąc temu miałąm ropzerwę w zajęciach. Nie opłacało mi się (i czasowo i finansowo) wracać do domu, więc by szybciej minął czas poszłam do kina - ludzie identycznie jak Ty opisałaś, dziwili się że sama w kinie. Znajomi w szkole: trzeba było powiedzieć, potowarzyszyłabym Ci. etc.

Ehh. Już nic samemu robić nie wolno ;)


zgłoś
enigma10 13 kwietnia 2011 enigma10 napisała:

Nie chadzam do kina (z roznych powodów)
Ale lubię sama oglądac filmy w tv (bo jak oglądam z M. to muszę sluchać pytan: a kto to? a co zrobi? a dlaczego? itp itd)


zgłoś
gonrad 18 kwietnia 2011 gonrad napisała:

Do kina chodzę ostatnio albo na bajki z Malwinką albo na filmy młodzieżowe z Olą więc nigdy nie jestem sama :P. Ale powiem szczerze na "Salę samobójców" Też bym poszła i pewnie sama, bo mój ślubny to lubi najbardziej filmy wojenne... Dawno nie oglądałam normalnego dobrego filmu nawet w telewizji. A nie - wczoraj rano z Olą. "Głosy Aniołów" czy jakoś tak - dobry film ... Obie ryczałyśmy. A potem wstała Malwa i wszystko zaczęło się jak zwykle.